Expose

Exposé Domu Wydawniczego Nowa Głowa

W nawiązaniu do mowy Olgi Tokarczuk, wygłoszonej 7 grudnia 2019.

Pieśń o tańcu czułego narratora z czującym słuchaczem. 

I o nadlatujących możliwościach.

„Życie zawsze przypominało mi roślinę żyjącą ze swego kłącza. Właściwe życie rośliny jest niewidoczne, tkwi bowiem w kłączu. To, co można ujrzeć nad powierzchnią gruntu, wytrzymuje zaledwie jedno lato, później więdnie — efemeryczna zjawa. Kiedy się pomyśli o nieustannym powstawaniu i przemijaniu życia i kultur, odnosi się wrażenie, że to nieskończona marność; nigdy jednak nie straciłem poczucia, że jest to coś, co żyje i trwa w ciągu wieczystej przemiany. To, co widać, to kwiat — kwiat przemija. Kłącze trwa.” Carl Gustav Jung

“Istnieje w języku polskim słówko “a nuż”, chyba tylko w polskim, wywodzi się z wiary w cuda oraz z głębokiego braku zaufania do solidności i konsekwentnego przebiegu wszystkich zdarzeń.”
Stanisław Dygat


Podobno* chiński znak dla słowa “kryzys”, weiji składa się dwóch znaków. Pierwszy z nich oznacza “niebezpieczeństwo”, drugi “szansę” i  jest to dla nieznających najczęściej chińskiego cytujących, nośnikiem nadziei, mówiącym o tym, że każde niebezpieczeństwo, a szaleństwem byłoby zaprzeczać, że czasy nastały niebezpieczne, niesie w sobie potencjał przemiany. 

Taniec i pieśń to bardzo archaiczne formy ekspresji, które porządkowały świat, zanim człowiek zaklął dźwięki w znaki i zapisał je ochrą na otoczakach, czy pędzlem na papirusie.  Nie budzą dziś ufności narratorów, zaniepokojonych schyłkiem świata pisma, jaki znamy sprzed pierwszych dekad XXI wieku. Może dlatego, że muzy im patronujące od kilkudziesięciu lat niewolniczo pracują dla zysku potentatów przemysłu rozrywkowego, a moc tańca i pieśni, łączącą człowieka ze światem ożywionym, praktycznie nieobecna w głównym nurcie kultury, jest praktykowana właściwie tylko eks-centrycznie – poza centrum.

Czułość powiązana jest ze słowem “czucie”. 

Czuć może tylko ciało, które nie jest zamrożone. 

Ciało, które nie jest napięte jak struna. 

Ciało uwolnione, elastyczne, zakorzenione.

Jeżeli czuły narrator ma zagościć w naszych domach, to przygotujmy się na to, że będzie on czułym barbarzyńcą. 

Tańczącym barbarzyńskie tańce. 

Bratającym się z psami. 

Widzącym cały kosmos w koszyczku rumianku.

Czułe ciało nie tylko potrzebne jest do tworzenia opowieści, ale też do jej słuchania. Czytanie wymaga skupienia, a ciało zanurzone w szumie i kakofonii nie jest w stanie się skupić. Ciało zahipnotyzowane jest nieczułe. Ciało ogłuszone, przemęczone, jest ciałem obojętnym. Nie reaguje, a raczej nie odpowiada, ponieważ odpowiedź wymaga życiowej energii, której nie posiada. 

Przytomność. W jednym z najważniejszych dzieł polskiej literatury, “Weselu” Stanisława Wyspiańskiego, nie dochodzi do wyzwalającego katharsis nie za sprawą hipnozy serialowej, lecz z braku przytomności, mającego o wiele starsze korzenie. Złoty róg ginie, czapka z piór ginie, chochoł tańczy swój taniec.

Najbardziej pierwotną strukturą znaną człowiekowi, ułatwiającą przetrwanie i gwarantującą ochronę jest dom, na początku będący jaskinią w skale, później przyjmującą miliony różnych kształtów. Nowa Głowa jako dom wydawniczy nie będzie miała bielonych ścian, ani słomianego dachu, ale będzie strukturą ochronną i ułatwiającą przetrwanie. 

Możliwe że system runie, choć mi się nie wydaje że tak to się musi potoczyć, nawiasem mówiąc. Wierzę że potrafimy sprawiedliwie przejść do energii odnawialnych i życie będzie mogło dalej płynąć jak dotychczas – tylko w zdrowy sposób. Jeśli system jednak się zawali zanim będziemy na tyle rozsądni, by podjąć się takiej zmiany, wtedy my rdzenne ludy, będziemy wiedzieć jak przeżyć. Robiliśmy wielokrotnie od początku dziejów. Moi synowie i moje córki wiedzą jak zbudować palenisko. Jak polować i łowić ryby – wiedzą gdzie znaleźć wodę, gdzie rosną jagody i grzyby, gdzie mieszkają dzikie ziemniaki. Wiedzą jak zdobyć miód od pszczół, nawet gdy nas żądlą, bo to ich terytorium. Mamy przetarte szlaki, którymi możemy podążać. Mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nie musi do tego dojść.  Możemy powstać i zmienić ścieg.

Oto słowa przedstawicielki starszyzny plemienia Ponca, Casey Camp Horinek.

Plemię Ponca, zostało pod koniec XIX wieku przesiedlone siłą z ziem przodków do stanu Oklahoma. Dzień, w którym Krzysztof Kolumb wyruszył na karaweli Santa Maria z portu Palos w Hiszpanii, był zaiste brzemienny w skutki. Niemym mewom, które uważnie śledziły poczynania człowieka, przechadzając się po rampie, nie dane było być świadkiem późniejszych zdarzeń.

Kim jest rdzenny mieszkaniec, który przetrwał śmiercionośne epidemie i pogromy, tubylec, barbarzyńca? Czy jest wciąż egzotycznym Innym w pióropuszu? Kimś, w kogo próbuje wcielić się gringo, szukający wytchnienia w ramionach ajałaski? Doświadczenie wielu z nas pokazuje, że wczołgując się do ciemnej jaskini na długie miesiące, witając się z ciemnością jak z siostrą, można odkryć pod skórą puls bijący w rytmie serca wszechświata. Zanurzając się zimą w lodowatych, mazurskich stawach, pozwalając szaleńczemu oddechowi stać się spokojnym jak tafla wody, można uciszyć szum myśli. Nie trzeba opuścić Polski, aby odnaleźć swoje plemię. 

Rdzenność jest systemem operacyjnym. Nazwijmy go roboczo ROS. Rdzenny OS.  Wewnętrzna architektura tego systemu przewyższa swym kunsztem wszystkie dzieła programistyczne Krzemowej Doliny. Być może jest potencjalnie dostępny dla każdego ziemianina niezależnie od miejsca urodzenia na planecie Ziemia i od kodu DNA. Jedyne czego wymaga od użytkownika, to duża pojemność pamięci operacyjnej. Zdecydowanie większa od tej, którą większość z nas dysponuje. Oraz dobrze działających zmysłów, czułych interfejsów, zdolnych do rejestracji i przetwarzania bodźców. 

Zwalnianie dostępnej pamięci dysku wiąże się z usunięciem nieaktualnych i niepotrzebnych programów.  Z usunięciem plików, które zajmują przestrzeń. Z defragmentacją. Z podziałem na nowe partycje i usunięciem starych enkrypcji. Operacje te znajdują swoje odpowiedniki w praktykach wewnętrznych, w obrębie naszej psychiki. Powracający co jakiś czas sen o resecie, restarcie całego systemu, wielkim społecznym przycisku ctrl+alt+ delete, to sen o wspólnym powrocie do mitycznej przeszłości, co jednak przeczy rytmowi życia oraz niesie w sobie ziarno, które może przeistoczyć się w tsunami przemocy. Każda operacja crtl+alt+delete nie przeprowadzana na własnym, lecz cudzym systemie nerwowym, kończy się tragicznie. 

Naczelny z wgranym ROSem nigdzie się nie cofa, nie musi wymazać ze swej pamięci dziejów apostolskich, fug Bacha, sztuki budowania mostów bardzo lekkich, mocnych i łatwo przenośnych,  imperatywu kategorycznego, obrazów surrealistów, fizyki kwantowej i neurobiologii.

Tryb rdzenny to, zapożyczając określenie od Olgi Tokarczuk,  tryb “współpracujący i współzależny”. Tubylca odróżnia od nietubylca zażyłość z ciałem i jego tajemnicami, czuła zażyłość z przodkami i szerszą historią w którą wtkany jest ich los oraz intymny kontakt ze światem roślin, zwierząt, minerałów i ziemią po której stąpa. Nie musi i wręcz nie powinien przy tym rezygnować z oglądu jakie daje szkiełko i oko mędrca. Wyprawa po złote runo wiedzie przez ciemność i nie należy przez nią iść półślepym. Uwikłanie w dylemat “albo-albo” to domena starych systemów operacyjnych. 

Jednakże tubylec wie, co dobre, a co trujące, bez konieczności studiowania botaniki w zaciszu biblioteki. Jaguar jest jego bratem, delfin jest jego bratem, koń jest jego bratem. Pszczoła jest jego nauczycielką. Pewne operacje są możliwe tylko w obrębie danego systemu operacyjnego – widziane z zewnątrz sprawiają wrażenie magii, szarlataństwa, opowieści idioty.

Z dala od linii frontów kulturowych wojen, ma dziś miejsce pewien tajemniczy proces. Wiele znaków wskazuje na to, że ów system operacyjny nie jest projektem emancypacyjnym do którego należałoby się dostać za pomocą wysiłku i determinacji, ale czymś, co jest już obecne. Świat i ludzkość nie mogą dopiero kiedyś się zjednoczyć, gdyż są jednością. 

Rdzenny OS jest jak zzipowany folder, gotowy do odpakowania, zainstalowany na wielu twardych dyskach. Nie daje się jednak odpalić w głowie odciętej od znieruchomiałego, nieprzytomnego lub opresyjnie zdyscyplinowanego ciała.

Nowa Głowa jest domem wydawniczym, ale też nowego rodzaju software housem, w którym rozwijana będzie niesztuczna inteligencja. Interesuje ją inteligencja ucieleśniona, emocjonalna biegłość, eksplorowanie umiejętności zwanych czasem “miękkimi”, a będących przecież umiejętnościami zasadniczymi. Interesuje ją budowanie zażyłości z ciałem i jego tajemnicami. Poczucie połączenia z przodkami i szerszą historią ziemi, w którą wtkany był ich los i języków, którym mówili. Interesuje ją intymny kontakt ze światem zwierząt i roślin. Myślenie o przyszłych pokoleniach, które jest niezbędne i konieczne po prostu dlatego, że to my sami jesteśmy tymi przyszłymi pokoleniami. Pisanie nowych baśni i śnienie nowych snów. Ruszanie się i poruszanie. Nowa Głowa jest domem wydawniczym, który będzie wydawać książki i winyle według autorskiego algorytmu, odpornego na zhakowanie. Każdej premierze książkowej będzie towarzyszyła potańcówka. Kiedy wszystko jest takie szybkie, piękno jest takie ważne***

Z założenia Nowa Głowa jest małym przedsięwzięciem, które zakłada, że piękno jest ważne, a małe jest piękne, a w prostocie zaklęta jest moc. Ambicje Nowej Głowy zakrojone są na miarę “świata na miarę człowieka” i wyrastają z przyjaźni, która chyba tylko w języku polskim daje się rozbić na dwa człony, przy + Jaźń, w celu kultywowania przyjaźni – ze sobą samym, ze sobą nawzajem, z historią, ze światem roślin i zwierząt, duchów miejsc i z całym gangiem muz. 

Pierwsze expose wydawnictwa Nowa Głowa  powstaje w tańczącej odpowiedzi na marzenia i prośby wypowiedziane przez Olgę Tokarczuk w Sztokholmie 7 grudnia 2019, a fakt, że decyzja o jego powstaniu zapadła na Krecie i tam ujawniła się jego esencja, 9 października 2019 roku, dzień przed przyznaniem Polce Nagrody Nobla pokazuje, że marzenia i opowieści tkają się w sposób wymykający się linearnej logice przyczyny i skutku. 

Nowa Głowa to zielona wielka głowa z liści rośliny, o której Karol Szurdak napisał, że mogłaby być milionem roślin**, która została postawiona za Olgą Tokarczuk w Akademii Szwedzkiej, nadając jej fryzurze jeszcze bardziej nieziemski, a przecież wybitnie ziemski, wymiar. 

Nowa Głowa to głowa połączona z tańczącą miednicą. 

Nowa Głowa to korona wieńcząca sprawnie działający system nerwowy, połączony ze wszystkim, co żyje. 

Agata Dutkowska

9.12.2019

__

***zdanie znalezione w feedzie, na wallu Ani Sierpowskiej

**próbowałam zapytać znajomych botaników na Facebooku, co to za roślina stała za noblistką, dostałam masę propozycji (jemioła, bukszpan, laur, oliwka dekoracyjna, mytrus, ficus beniamina, cytrus przycięty w kulę) a najbardziej kompetentna osoba, czyli Karol Szurdak zawyrokowała: “nie widać żadnej cechy, a uformować w taki kształt można z milion roślin”. Drzewo życia, wersja bonsai.

*To, że można znaleźć kilkanaście artykułów zaczynających się od rewelacji o chińskim znaku, nie znaczy, że to precyzyjna prawda. Dobrochna Szymuła, jedna z niewielu osób, które znam, znającą się nieco na chińskich znakach, zapytana o to, czy naprawdę chińskie słowo “kryzys” składa się dwóch znaków znaczących niebezpieczeństwo i szansę, podjęła próbę znalezienia odpowiedzi i napisała do mnie, z Laosu: 

 “危 wēi – danger; to endanger; 机 jī machine; engine; opportunity; intention; aircraft; pivot; crucial point; flexible (quick-witted); organic;  przy czym drugi człon 机 j, kojarzę ze stosowania głównie w znaczeniu maszyna – wchodzi w skład takich słów, jak samolot fēijī, czy komórka shǒujī pojawia się 机会 jīhuì opportunity; chance; occasion. 

W danym momencie warto sięgać po takie źródła, jakie się ma. Jedno jest pewne, nie zmieścimy się wszyscy w samolocie czy innej maszynie Elona Muska, która ucieknie ze zniszczonej Ziemi na Marsa. Potrzebujemy innych maszyn.