Maty Tata vs Madafoka Agata

Są walki z góry skazane na porażkę. To jedna z nich. Nie ma to za wiele wspólnego z siłą zawodników, co z naturą sporu. Profesor Matczak, jak to w rapie bywa, reprezentuje kogoś więcej, niż tylko siebie. A raczej coś. Pewną specyficzną niemiłość, która jest częścią kultury, ma naturę wody, lodu i mgły. A z mgłą, nie da się walczyć szablą, cokolwiek by wam na ten temat nie prawiono.

Zanim się zdecydowałam wyjąć amunicję, przemyślałam to sto razy. Uwielbiam określenie “z uporem godnym lepszej sprawy”, używam go często, orientując się, że to czy owo nie zasłużyło na koncentrację i uwagę, jaką dostało. Napisanie dissa na profesora Matczaka to sprawa niebylejaka i trochę ryzykowna. Gdyby argument dał się zakląć w 16 linijek, zrobiłabym to. Sprawa jest nietypowa, a moje stanowisko obce, nowe i może do tego stopnia na bakier i pod włos, że na końcu nie usłyszę, że sztos, tylko raczej że “na stos”. A może wcale nie, kto to wie. Sytuacja wydaje mi się godna zabrania głosu, a stosów się już nie boję. Rapować bym się bała, ale to chyba normalne, każdy na starcie ma tremę, ale to można przeskoczyć, tyle, że mnie nikt nie nominował, a albo gramy w grę, która ma zasady, albo nie.

Dla osób, dla których moje teksty są TLDR, nie mam dobrych wieści. Mój argument da się streścić, ale w streszczeniu umyka esencja i cały sens znika. Obiecuję, będę pisała zwięźle, ale linijek będzie więcej niż kilkanaście.

Od kilku dni najgorętszym tematem jest #hot16challenge2, wyzwanie raperskie, polegające na napisaniu szesnastu linijek, zarapowaniu ich. Oryginalna szesnastka nie dotyczyła niczego szczególnego, można było nawet zarapować List do Hebrajczyków jak ksiądz Bartczak, albo pokazać w kadrze swoje potomstwo jak OSTR. Sześć lat po pierwszej edycji powróciło wzywanie jako edycja numer dwa z okazji epidemii koronawirusa, ze szczytnym celem zbiórki na Się Pomaga. Raperzy nominowali siebie nawzajem, aż w końcu ktoś nominował Marcina Matczaka, znanego warszawskiego prawnika, prywatnie tatę rapera Maty.

Profesor Matczak podjął rękawicę. Nominowany w #hot16challenge2 wszedł do studia, nagrał szesnastkę, powiedział, że jest TATA, ksywę wymyślił mu Mata w roku dwa tysiące dwa, najechał na PIS, podpropsował Konstytucję, wrogów zaprosił na wykłady, nominował do dalszej zabawy Tomasza Lisa i innych kolegów z elit RP. Nie wiem, czy “rozwalił system”, jak zakrzyknął internet, ale na pewno podniósł poprzeczkę i przeniósł grę na nowe boisko, bo RPO Adam Bodnar przejął pałeczkę i poszłooo! Tak daleko poszło, że my się z kumami zastanawiamy, kiedy ktoś nominuje Lecha Wałęsę – oraz, co znacznie ciekawsze, kogo nominuje Lech Wałęsa. Mi się ta akcja bardzo podoba, jest całkowicie w myśl moich pobożnych życzeń ze stycznia, twórcy teorii spiskowych mają tutaj naprawdę dobrą pożywkę, bo wszystko na to wskazuje, że jakaś popelita, w tym o zgrozo ja, wszystko dawno zaplanowała i bawi się teraz, co nie, pewnie żeby odciągnąć uwagę od 5G.

A potem zobaczyłam Matę. Znaczy jego szesnastkę.

I mi neurony się ułożyły same w punchline’y, nic nie poradzę. Ale wpierw muszę zdradzić, że tak naprawdę nikt nie wie, nie podejrzewa nawet o co mi chodzi, wiem, bo sprawdziłam. Zadałam zagadkę zagatkę, o co Agata ma żal do taty Maty. Kilka osób się zaciekawiło, pokrążyło, pokrążyło, dostałam dwie odpowiedzi – że może o to, że nie nominował żadnej kobiety, albo o to, że powiedział, że nie jest “Matczakiem roku”, a wypadałoby, żeby się bardziej cenił, czy co. No nie. Zupełnie nie. I to, że nikt nie zgadł, nie świadczy o tym, że mam w znajomych samych debili, jest dokładnie odwrotnie, mam w znajomych śmietankę intelektualną tego kraju, mówię to bez cienia ironii^, wymyśliłam sobie taki znaczek jako znak nieironii, przewrotnie, bo głosem to jeszcze można operować, ale pisząc, często jest się niezrozumianym, szczególnie przy ogólnym, powszechnym ironii nadużywaniu.

Nawet Wikipedia, którą niektórzy uważają za pseudoencyklopedię, a ja za całkiem sensowne źródło, mówi o ironii tak: “sygnałami ironii werbalnej są głównie intonacja i mimika; w odczytywaniu ironii tekstowej odbiorca kieruje się przede wszystkim kontekstem, czyli wiedzą o autorze i jego rzeczywistych poglądach, temacie, światopoglądzie typowym danej epoce itepe.”

Wszystko pięknie. Tylko problem z tym kontekstem. I z epoką. Namnożyły się nam konteksty tak niemiłosiernie, że mało który umysł je na trzeźwo ogarnie. A na nietrzeźwo to już zupełnie nie da się. Żyjemy w dżungli kontekstowej i to od całkiem niedawna. Jeszcze jak sama byłam w liceum, było dużo prościej. Przewrót się dokonał na przełomie wieku i od tej pory bądź tu człowieku mądry i rozeznawaj się w kontekstach. Większość wymięka, co będzie do udowodnienia.

Stąd pomysł na znaczek nieironii ^. Zaproponowany w XIX wieku przez francuskiego poetę de Brahma znaczek ironii się nie przyjął, nie mam go w klawiaturowym zestawie. Poza tym nie przemawia do mnie oznaczanie ironii, bo to trochę tak, jakby powiedzieć – a teraz będzie flirt, a teraz będzie dowcip. Zabawa z ironią polega na tym, że pada, ja mówię piękna pogoda, wszyscy czują, że im krople zimnego, brudnego deszczu spływają po gębie i zaznaczanie, że hej, to było ironiczne, psuje całą przyjemność. Co innego nieironia. Bo ona pozwala na uniknięcie nieporozumień, jak się coś wali lub chwali. Szczególnie w języku polskim, w Polsce. Jesteśmy tak głęboko nieprzystosowani do tego, żeby mówić o sobie dobrze, że jak powiem coś o śmietance intelektualnej, to natychmiast usłyszę “taaa, kurwa, śmietanka” albo coś w ten deseń, because we think it’s beautiful. I ja z moim docenianiem jestem elementem kulturowo obcym.

Ale żeby nie było, że wszystko doceniam, lajkuję i wszystkim się zachwycam. Na przykład teraz – nie. Jadziem, panowie na tego byka!

Posłuchałam młodego Maty o tym, że mu koronawirus pokrzyżował plany. Chciał sobie w trasie poruchać, ale czyjś tata zeżarł nietoperza w Wuhan. No i siedzi i pali gibony, no smuta. 

Nie takie rzeczy już słyszałam, także nie żebym się jakoś zdziwiła. Mam SKWA, czyli syndrom klasy z wykładowym angielskim, który sprawia, że rozumiem nie tylko rodzimych raperów, ale też oryginalnych, czarnych, jak również białych, i potrafię sobie sprawdzić co trudniejsze slangowe wyrazy i wiem, że rap w większości mówi o tym co punkowy zespół Exploited skondensował w swoim utworze “Sex and violence”.

The Exploited zrobili to mistrzowsko, także w zasadzie chciałoby się odłożyć cały ten hiphop na półkę, wrócić do punkowych korzeni, idź pan w cholerę, tyle, że ładuje się jakiś WuTang, włazi Eminem i to wszystko już nie jest takie proste, a potem cała masa rap-poetów nadlatuje i wszystko się wybitnie komplikuje, a ostatnio wlatuje jeszcze na złotym smoku Alyona Alyona i sprawa się robi nad wyraz złożona.

Nie jestem zszokowana, że “Mata rapuje o brzydkich rzeczach”, tylko… no właśnie co? Bo moja linia myślenia nie wyrasta z korzenia pruderii. Nie walczę o świat, w którym nikt nikomu nie robi gały, albo dzieje się to tylko po zebraniu pisemnych zgód i pełen consensus. No ale tak, jednak chodzi o consensus, tyle, że nie tylko. Bo pewnie Mata nikomu na siłę do gardła nie wpycha kutasa, mam nadzieję, wybaczcie, że tak wprost o tym piszę, ale doprawdy, nie ja zaczęłam. Założę się, że masa czternastek robi gałę za friko i bardzo chętnie, bo myśli, że tylko tak zdobędzie to, na czym im najbardziej zależy w tym świecie i wcale nie chodzi o pieniądze. Szokujące? To sprawdźcie statystyki, ilu dziewięciolatków w Polsce miało kontakt z twardą pornografią. Bardzo nieprzyjemne dane. 

Na listopadowej fali zachwytem Matą płynęła cała Polska, pewnie było też spore oburzenie, wśród moich znajomych nie, Patointeligencja weszła jak w masełko, chętnie przyjmujemy takie cięgi, jest pięknie, a Mata ma flow i “sobie poradzi”, a potem jak się okazało, że z tatą sztama, to już w ogóle cudeńko. A mi nie dawała spokoju ta nastolatka z Patointeligencji brana na dwa baty w pokoju hostelowym na wycieczce klasowej. Nikt nigdy o niej nic nie powiedział, pewnie jest tylko figurą literacką, nie ma desygnatu w ciele, jest bajką, rymem, co to, to nie, nikt nie chędożył nastolatki, wszyscy przygotowywali się do sprawdzianu z geografii.

Tata Maty natomiast powiedział tak: “słuchajcie swoich dzieci, mają wam dużo mądrego do powiedzenia”.

I mówił to nieironicznie. Chyba chodziło mu o to, że ta satyra ma lecznicze działanie. I że on je popiera. Że to krzywe zwierciadło. I że jak Mata śpiewa “pierdolę mamę i tatę, bo dość mam już tego piękna i ciepła”, to nie chodzi o ciepło, jakie mu dał jego konkretny tata profesor Matczak, tylko chodzi o innych tatów, jest to wszystko retoryką, która to ma dać nam wgląd w stan rzeczy, a podmiot liryczny nie jest z autorem tożsamy, wbrew wszystkim podobieństwom. Tak samo jak Janusz Korwin Mikke w swojej szesnastce chce obciąć jaja socjalistom, to on chce je odcinać metaforycznie, a pistolet, który ma w dłoni, symbolizuje tylko jego kutasa i nikomu żadna krzywda się nie dzieje, a komu się nie podoba, ten z policji i mu zgnije wątroba. 

Polacy nie gęsi, na pewno to wszystko skumają. 

I być może jak spizgany Mata rapuje o ruchaniu w trasie, które mu przeszło koło nosa, to tak naprawdę ma na myśli powędrujmy w pola, nocujmy po wioskach! O świcie pospieszmy do winnic, zobaczyć, czy kwitnie winorośl, czy pączki otwarły się, czy w kwieciu są już granaty, kto to wie? Może on to wszystko mówił ironicznie? I żadne milfy nikomu gały nie wylizały, przecież mówi wyraźnie, że nie, nie chodzi o milfa co pucuje berło… Ech.

Dlaczego mnie to rusza? I czemu się czepiam taty Maty. Dlaczego nie czepiam się taty 50centa, ups, on w ogóle nie miał taty, nigdy nie poznał, ojciec NN, a mamę mu zabili dilerzy jak miał osiem lat. No taki brutalny świat. A tu walczymy o lepszy świat. O nowy świat. Żeby była konstytucja, żeby Jarek ze Zbyszkiem się usunęli. Żeby się żyło prawo. Aczkolwiek, co to tak naprawdę znaczy? A może chodzi o forsowanie siebie, tylko o to. A słowo prawo straciło jakikolwiek sens i się wyprało? Jedni na górze, drudzy na dole, walka trwa, już zupełnie nie wiadomo, o co i po co i jak. 

Mój pięcioletni syn za kilka lat będzie miał lat trzynaście. I pewnie też będzie chciał ruchać laski w trasie, tak mu podyktuje biologia i tak mu zaśpiewają biodra. Posłucha Maty i full props. Aspiracja full on. A potem wejdę ja i będę to jakoś korygowała. A potem wejdzie tata Maty i powie nie, to jednak było bardzo mądre, co powiedział Mata. 

Ciekawe czy wtedy, w przyszłości, zdanie gościa o trzy lata starszego ode mnie, w garniturze, wciąż będzie się liczyło tysiąc razy bardziej, niż moje, w skórze. A może kutasy niegdyś prężące się dumnie, ciążyć będą do ziemi i dyndać smutno, chociaż ja nie z tych, co życzą komu impotencji (Szczepan Twardoch w Królu odsłania, jak bardzo impotencja jest właśnie źródłem zła i przemocy wobec kobiet, oczywiście częściowo i w sumie nie trzeba czytać Twardocha, żeby to skumać). Życzę wszystkim pełnej potencji, życzę też zdrowych proporcji.

Wracając do dzieci. Otóż mam takie boomerskie, w sensie staroświeckie, nazywanie się boomerem, będąc rocznikiem 73 lub 79, to nieporozumienie, chyba, że w sensie “stara rura”, to spoko, bo starość, którą nasza kultura ma w pogardzie, to w mądrych kulturach tego świata światłość i siła, mam takie staroświeckie widzenie, że istnieje coś takiego jak wychowanie. Że to skrajnie nieodpowiedzialne przymykać oczy na bardzo wczesne i bardzo brutalne inicjacje seksualne, z myślą, że dzieci sobie jakoś z tym poradzą. Że nieodpowiedzialne i głupie jest udawanie, że jest się dziecka partnerem, dziecko nie potrzebuje w rodzicu partnera i równego sobie zioma. 

I nie chodzi o to, żeby nie rapować. Może rapować powinni wręcz tylko starzy ludzie, powoli do tego zmierzamy, roczniki siedemdziesiąte, czyli rap-śmietanka, wkraczają w siłę wieku. Taki JKM, poseł na sejm z wierzchu ma lat 77, w środku 14 i rapuje i kto mu zabroni?

I pan, panie Matczak, którego miałabym ochotę nazwać zlewem, należysz do tych roczników siedemdziesiątych. I zastanawiam się, czy w ogóle Cię nie razi, że Twój syn śle w świat przekaz, jaki śle. Ja wiem, że mogłabym zapytać o to ojca każdego bluzgającego w świat rapera, ale wielu z nich nie ma ojców, a Mata ma, i akurat tak się składa, że tata staje obok i opowiada, że super i że wielkie joł. I to budzi we mnie pytania.

Mała anegdota co do rozumienia kontekstów. W 2013 roku wzięłam udział w Biennale sztuki w Berlinie, w akcji izraelskiej artystki Yael Bartany. Byłam jedną z “delegatek” na “kongresie” Ruchu Odrodzenia Życia Żydowskiego w Polsce. Chodziło o political fiction, a motywem przewodnim było “3 miliony Żydów wraca do Polski”. To był rodzaj przedstawienia, artystka rozwinąć chciała taką fantazję, ostatecznie bym powiedziała, że nie wszystko sobie do końca przemyślała.

Spotkanie miało miejsce w teatrze Hebbel am Ufer. Reprezentacja Polski była zróżnicowana, było tam trochę klasycznej lewicy z Krytyki Politycznej, był Jaś Kapela, Kinga Dunin i parę osób o nieco mniej znanych nazwiskach. Głosowaliśmy nad postulatami dotyczącymi przyszłości Europy, Polski i Bliskiego Wschodu.

Nagranie z tego spotkania trafiło w łapy łasych na sztukę nowoczesną (tu przydałby się ten znaczek ironii de Brahma) środowisk narodowych, a także słowiańskich. Środowiska te posikały się ze szczęścia w gacie, ponieważ trafiły oto na czyste złoto, tajne nagranie z tajnego spotkania złych Żydów planujących powrót, znaczy się kolejny rozbiór Polski. Nagranie trafia regularnie na YT, krąży też w drugim obiegu z nawoływaniem do samosądu osób na video obecnych i ma to wszystko taki efekt, że co jakiś czas ląduje w mojej skrzynce “dziwny mail” pytający mnie, czemu nienawidzę Polaków, zapewniający, że oni (nigdy się nie przedstawiają) wiedzą, gdzie mieszkam, znają moją matkę i na przykład (wersja soft) wpadną sobie na herbatkę. I nie muszę nadmieniać, że to, że jestem Polką, nie mam nawet kropli żydowskiej krwi w rodowodzie, że ba – kocham moją Polskę i się tego nie wstydzę, że to, co widzieli, było przedstawieniem i że nawet nie pada tam ani jedno antypolskie zdanie – to w ogóle nie ma znaczenia, kto by się zagłębiał. Pytanie czemu gnębią mnie, a nie Jasia Kapelę, zasadne. Może dlatego, że jestem łatwo googlowalna wraz z mailem, może dlatego, że jestem dziewczyną, kto to wie. W każdym razie jest to nieprzyjemne, ale w pewnym sensie wpisane w ryzyko osoby, która narusza status quo. Przestałam się przejmować, jak Jaś Kapela napisał “przyślij ich wszystkich do mnie”. Tak zrobię.

Ale tu jest inne sedno – otóż mniejsza o tych antysemitów, którym nornice powygryzały mózgi. Otóż na fali tych maili z pytaniami “czemu nienawidzi pani Polaków” dostałam trzy wiadomości od znajomych chłopaków z podobnym pytaniem. Od znajomych, powtórzę. Od chłopaków kumatych i to bardzo. No ziomów normalnie. Takich co medytacje robią i się znają na świecie. I oni – zdziwieni. Ale co to. Agata członkinią wrogich środowisk! A to ci dopiero! I hajda pytać mnie, o co cho, ponieważ KONTEKST zupełnie, ale to zupełnie dla nich nieczytelny. A wydawałoby się, że oczywisty. Że uważali na lekcjach historii sztuki, że poruszają się po świecie swobodnie. Jeden był nawet z ASP.

I ja się wtedy pytam, jednego z drugim, ale ptaszyno, jakżeś wpadła na taką myśl, że to może być autentyczne nagranie z tajnego spotkania złowrogich sił. 

“No nigdy nie wiadomo”, odpowiada jeden z drugim ziomo. “Przecież takie środowiska istniejo. Te, co planują zło. Dla Polski zło. To wiadomo. Mają w tym interes. To skąd ja miałem wiedzieć. No pytam się.”

Kto pyta nie błądzi, gorzej jak nie pyta, tylko pyta.pl czyli udaje, że pyta, a i tak wie lepiej. 

Wywlekam ten przydługi i ciężkostrawny przykład, bo dobitnie pokazuje, że świat spowiła semantyczno-kognitywna mgła i naiwnością wielką jest ufać, że słuchacze Maty z łatwością zobaczą drugie dno, tam gdzie je umieszczono, o ile ono tam jest oraz naiwnością jest wierzyć, że nieporozumienia są łatwe do odkręcenia. Nie są. 

Czasem odnoszę wrażenie, że tylko mnie rażą te linijki o ruchaniu w kontekście pełnej aprobaty taty. No bo umówmy się, nikt tu prawa nie pogwałcił. Walka się toczy o coś tak subtelnego jak ars amandi.

Są takie rzeczy, które ciężko ująć w sieć paragrafów. Są takie rzeczy, których nie da się wpisać na transparent. Są rzeczy, których nie da się do końca zakazać, nakazać, zażądać, które wymykają się logice przymusu. Rzeczy, które rodzą się organicznie – w rodzinie. W najbliższym, intymnym kręgu, powiązanym więzami krwi lub nie. Jak w 2002 roku Mata zaczął kłapać dziubkiem, na jego tacie spoczęła odpowiedzialność. A ja nie staję do walki z profesorem Matczakiem, tylko z kulturą braku czułości i czucia, z którą walczyć się nie da na pięści.

Jeżeli tak ważna jest dla kogoś konstytucja, a jednocześnie w poważaniu ma to, co żeńskie, ograniczając się do walki o legalne aborcje, by móc wyruchać i wyskrobać, to człowiek ten nie stoi ze mną po jednej stronie barykady – nie mówię tu konkretnie o profesorze Matczaku, mówię o pewnej pokrętnej logice kultury, dziś nawet grozi mi usłyszenie, że żeńskie nie istnieje, że wszystko to gender i nic nie jest słabsze, że to ja jestem złem, mówiąc takim językiem. Wszyscy wyskoczyli kolektywnie z głowy Zeusa, do diaska, nikt tu nie przyszedł na świat przez cipkę! Wchodzę jednak w ten wir znaczeń, w oko cyklonu, bo nie mam innego wyjścia. Czasem myślę, że na imię mi miliard i jak się obrócę, to będę miała za plecami tysiące, czasem orientuję się, że stoję sama na barykadzie. Zobaczymy, jak będzie teraz, czekam spokojnie. Wszyscy wiedzą przecież gdzie mieszkam, zatem zapraszam na herbatkę.

One Reply

  • To się przecież składa w całość:
    Tata Maty pozujący w szesnastce na Vito Corleone. Mata krzyczący jak czuje się porzucony. „Żółte flamastry i grube katechetki” wskazujące konserwatywną ścieżkę w procesie wychowawczym. Sztywne ramy zasad konsekwentnie egzekwowane. Młody, wrażliwy człowiek uciekający w środki psychoaktywne zmieniające jego samego – świata zmienić się nie da. I ojciec skrywający przed światem prawdę, że nie ma już dostępu do syna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.