W nieczułych objęciach ezopolo

Piątkowy wieczór 43 dnia wojny spędziliśmy w gdańskim Parlamencie na koncercie zespołu reprezentującego modny w Polsce nurt ezopolo, polskiej muzyki o ambicjach wychodzących daleko poza świat muzyki i sięgających słuchaczom do niepranych od pokoleń chlebaków.

Już na wstępie zostaliśmy poinformowani, że muzyka, która usłyszmy, to “muzyka terapeutyczna”, co uznaliśmy za nieco niepoważne stwierdzenie, ponieważ muzyka to medycyna, kropka, każda muzyka, dlaczego akurat ta taki przydomek ma? Bo strojona na cztery trzy dwa. Chodzi o strój instrumentów, od pewnego czasu krąży po świecie hot plotka, że instrumenty strojone na 432 Herze, a nie 440 HZ, to jakaś wybitnie uzdrawiająca sprawa. Leszek Możdżer tak stroi. Strój 432 jest niższy, dla ucha właściwie niewyczuwalny, być może dla ciała bardziej przyjemny, kto wie, wszystko byłoby okej, gdyby nie doklejono do tej teorii z palca wyssanych opowieści o tym, że obowiązujący od 1953 roku strój 440 Hz to coś, co wprowadzili w jednej opowieści naziści, w innej Rockefellerzy i co miałoby być źródłem wielu współczesnych kłopotów*.

Dla niektórych rozleniwionych głów idea, że całe współczesne samozło to w pewnym sensie wynik innego muzycznego stroju (narzuconego przez nazistów oraz Rockefellerów, którzy z niejasnych powodów łączeni są przez te głowy w parę) jest bardzo atrakcyjna, jest też marketingowo nośna. I jak zazwyczaj nie mam nic przeciwko zabiegom marketingowym, w końcu muzyka biznesem, tak trochę mi tu nieładnie pachnie, jak słyszę te frazesy, tak samo jak nieładnie mi pachniało, gdy jazzman Możdżer napisał, że plemiona afrykańskie („swobodnie wyrażające się seksualnie”) nigdy nie wytworzyły wyrafinowanej formalnie kultury. O Łado, o Kupało, o Rokio Traoré! Jak widać można mieć słuch absolutny, gen mistrzowski i jednocześnie nie słyszeć własnych zgrzytów i nie czuć własnych bąków i mieć inne zmysły stratowane przez stado olifantów. 

Goście klubu pachnieli za to ładnie, tym razem czuć było przewagę olejków eterycznych nad zapachem orzechów piorących i trzeba przyznać, że było to przyjemne dla naszych nosów. Muzyka była też bardzo przyjemna, teksty jakby napisane przez jakiegoś Paolo Koelio, ale biorąc pod uwagę jak dobrze się sprzedaje wszelkie paolokolejlo, to nic w tym złego, w kraju, znaczy w Polsce, której terapia, żarty na bok, dostępna i powszechna jest bardzo, bardzo potrzebna. Psychoterapia, fizjoterapia, wszelka terapia. Bo jeśli rzeczywiście muzyka ta ma właściwości głęboko terapeutyczne, co nie nam oceniać, to jej szerzenie się jest dobre i słuszne i zbawienne. Godzina terapii kosztuje w Polsce średnio 100 złotych, jest nas prawie 40 milionów, a terapeutów pewnie jest w Polsce z kilka tysięcy, samo zostanie terapeutą kosztuje minimum 40 tysięcy, tutaj czysta matematyka mówi nam, że uratuje nas muzyka, albo jesteśmy w dupie. 

Zastanawiające było tylko jedno. Pod koniec koncertu padły ze sceny słowa o czasach, w których żyjemy, że mocne, że transformacyjne i że niech płonie, niech płonie i spala się, to co się spalić ma. Jedyna drobnostka, która mi nie pasowała, to właśnie ta ma. Był wieczór, czterdziestego trzeciego dnia wojny i że kilka dni temu płonęła Bucza, płonął Mariupol, płonęły pola walki koło Chersonia. O tym ani słowa. Wojna nie była tego wieczoru na koncercie obecna. Tak jakby się działa w alternatywnej rzeczywistości. Tak jakby wilk wojny wywołany z lasu miał zakłócić polski hiling. Na bisach odeszłam spod sceny, siadłam przy barze, odpaliłam telefon, nieopatrznie zerknęłam na fejsa, gdzie zobaczyłam posta Pawła Łęckiego, w którym było wszystko to, czego nie było na koncercie, była Bucza, był Mariupol, były pola walki koło Chersonia. Jak dzień w dzień, codziennie. Nie było to proste, trzymać w sercu obie nitki i pozwolić się im przeplatać, nitkę Pawła i nitkę muzyki. Niepokojąca była tylko mantra “ma”. Że się palić ma. Ma, ma, jakże nieczułe to mama, taka niepokojąca nuta. Czy płonąca Bucza to część tego wielkiego oczyszczania, które się zadziewa? Czy ktoś kto pretenduje do roli hilera, uzdrowiciela, przedstawia się jako terapeuta, może tak postawić sprawę, że wojna to coś co być ma, że to po prostu kolejna zabawa złotego feniksa? Ciekawe co by było gdyby to jemu zapłonęła na grzbiecie szata, na przykład kurtka? Czy by gasił, czy wołał, że “płonąć ma”?

Odnoszę wrażenie, że dla wielu osób, które wyłączyły telewizory i włączyły myślenie pandemia była wielkim darem od może nie niebios, ale od losu, który sypie różnymi rzeczami, darem wpisującym się w większą opowieść w której pełno jest wrzasku, wściekłości, opowiastek o wyższej świadomości, o złych rządach, o koncernach, o wielkim resecie, o tym, że where we go one, we go all. I że było tak pięknie, maszerowaliśmy odurzeni promieniami. Byliśmy feniksami. A tu nagle wojna i trochę to psuje szyki, a na pewno zakłóca wysokie wibracje, bo przecież wszystko jest “po coś”. Pandemia jak głosi Leszek Możdżer była nam potrzebna. Nie precyzuje do czego, ale pewnie do przebudzenia. Do czego zatem zaprasza Bucza? 

Wiem, do czego zaprasza Pawła. Wiedźmin Łęcki włazi tam, gdzie część z nas się włazić boi i codziennie patrzy w oczy Buczy. Zastanawia mnie jak to jest, że ten chłopak, bez grama pretensji do nauk duchowych, skromny nauczyciel z liceum, ma więcej odwagi w patrzeniu prawdzie w oczy i nazywaniu rzeczy po imieniu, niż ci, którzy mają to wpisane w cv. Że ci z cv są czasem niezwykle nieczuli.

Ale może się mylę. Może się przesłyszałam. Może jednak na scenie powiedziano coś o wojnie, tylko ja nie dosłyszałam. Może milczenie było świadome. Chwilowe schronienie. Damy wam chwilowe schronienie od wojny, abyście mogli podleczyć się. Może nie było żadnego ma. Ani żadnego pocosia. Może to codzienne eksponowanie osób czytających posty Łęckiego na Bucze jest niewłaściwe. Bośmy zbyt straumatyzowani. Nie dokładajmy już sobie. Chociaż on tam wplata zastrzeżenie – wchodzicie na własną odpowiedzialność, czytacie na własny rachunek. Będę pisał o wojnie i o nie wojnie, gdyż wszystko istnieje jednocześnie, dodaje. I pozdrawia nas wszystkich bardzo serdecznie.

*zbiór informacji z dobrych źródeł odnoszących się do zagadnienia strojenia 440Hz vs 432Hz: https://www.reuters.com/article/factcheck-musical-pitches-idUSL1N2P915O

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.